Facebook
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies. Dowiedz się więcej.
SŁOWO KLUCZOWE
BRANŻA
REGION

Podobne instytucje wspierające inwestycje publicznymi pieniędzmi już w Europie istnieją. Pomysły na wykorzystanie państwowego majątku rodziły się już także w Polsce.

W zeszłym roku z podobną koncepcją wystąpił Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową. Przedstawił, sygnowany przez prof. Leszka Pawłowicza, projekt utworzenia Krajowego Funduszu Majątkowego (tu trafiałyby aportem udziały państwa w firmach, a KFM zająłby się ich sprzedażą) oraz Funduszu Gwarancyjnego Rozwoju Infrastruktury (gwarancje dla wielkich inwestycji, zmniejszające ich ryzyko).

Resort skarbu poszedł krok dalej. Uznał, że - prócz zarządzania majątkiem i gwarancji, na inwestycje trzeba jeszcze po prostu pieniędzy, rzec można: „żywej gotówki”. I tak dochodzimy do istoty programu Inwestycje Polskie.

Dwa filary

Nowy system opiera się na Banku Gospodarstwa Krajowego i spółce Polskie Inwestycje Rozwojowe (PIR). Obie instytucje mają zostać dokapitalizowane akcjami spółek Skarbu Państwa (docelowo do każdej z nich trafi po 10 mld zł). Dzięki temu, BGK w pierwszych latach programu będzie mógł udzielać kredytów do 40 mld zł.

I do BGK, i do PIR kierowane będą wybrane udziały spółek Skarbu Państwa - z zastrzeżeniem, że MSP utrzyma pakiety kontrolne w firmach strategicznych. A sprzedaż tych akcji umożliwi pozyskanie kapitału, który dopomoże we wsparciu kluczowych inwestycji.

Pod koniec 2012 r. rząd zgodził się na specjalny tryb zbycia udziałów w PGE, PKO BP, PZU i Ciech - przez ich wniesienie do PIR (wówczas nazywanych roboczo Celową Spółką Inwestycyjną) i BGK. W sumie wartość tych aktywów to około 11 mld zł.

Do startu gotowy jest Bank Gospodarstwa Krajowego, który, po sprzedaży akcji PKO BP, trzykrotnie zwiększył możliwości kredytowe. Czytaj także: D. Daniluk, BGK: Bank musi zarabiać

Polskie Inwestycje Rozwojowe wciąż pozostają w organizacji. Zdaniem premiera, gotowość operacyjną osiągną późną wiosną, czyli pewnie pod koniec drugiego kwartału. Wówczas trafi tam pierwsza transza dokapitalizowania; według resortu około 300 mln zł.

Wehikuł finansowy

Do realizowania inwestycji infrastrukturalnych, PIR zacznie razem z inwestorami prywatnymi powoływać spółki celowe, zachowując w nich jedynie mniejszościowe udziały. Nowa instytucja (podobnie jak BGK) zaangażuje się w inwestycje w wydobycie, w produkcję energii, w infrastrukturę przesyłową gazu i energii, w infrastrukturę transportową, morską, portową, drogową i kolejową, także w przedsięwzięcia samorządowe. Przykładowe projekty? Elektrownie węglowe i gazowe - na przykład w Stalowej Woli, Kozienicach i Opolu, infrastruktura wokół budowanego już terminalu LNG w Świnoujściu i gazociąg łączący je z Polską Południową, magazyny gazu, a także nowa fabryka chemiczna na Wybrzeżu. Prócz pieniędzy prywatnych inwestorów i PIR, inwestycje mogą zasilić kredyty i gwarancje BGK. Podjęcie starań o środki z programu Inwestycje Polskie zapowiedziała już prezes PGNiG-u Grażyna Piotrowska-Oliwa.

Nieco za późno. Co na to eksperci?

- Zaangażowanie państw w gospodarkę służące pobudzeniu inwestycji jest dopuszczalne, jeśli będzie krótkoterminowe. Wyjście z inwestycji powinno nastąpić po kilku latach - mówi Jacek Socha, partner z PwC.

Tak jak było to z Polkomtelem, spółką założoną przez pięć państwowych firm z udziałem kapitału prywatnego i sprzedaną później z zyskiem.

- Pomysł dobry, choć nieco spóźniony - ocenia prof. Witold Orłowski. Podobnego zdania jest Paweł Dobrowolski, prezes Forum Obywatelskiego Rozwoju.

- PIR zacznie działać dopiero w drugiej połowie roku. Zanim wyłonione zostaną projekty, w które spółka się zaangażuje, zanim powoła się spółki celowe, upłynie kolejnych kilka miesięcy - wylicza i dodaje: - Pieniądze de facto popłyną zatem dopiero w przyszłym roku, gdy zaczną się pojawiać pierwsze środki z UE. A przecież program miał podtrzymywać inwestycje w krytycznym roku 2013... Mówi się, że ten pomysł ma być inwestycyjnym impulsem. Jestem przekonany, że w 2013 r. będzie to góra 2-3 mld zł, co w skali gospodarki jest bez znaczenia.

- Oprzyrządowanie projektu wyklucza osiągnięcie efektu gospodarczego już w tym roku. Potem presja nie będzie już tak duża, więc może się zdarzyć, że program faktycznie w ogóle nie ruszy - mówi Janusz Jankowiak, ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Business Centre Club sądzi jednak, że i po roku 2013 Inwestycje Polskie mogą okazać się pożytecznym instrumentem. Gdy zaczną napływać środki unijne, staną się ewentualnie dostarczycielem tak zwanego wkładu własnego.

Na wzór

Większość ekonomistów ze zrozumieniem przyjmuje potrzebę zaangażowania państwa w pobudzanie gospodarki; zwłaszcza w latach kryzysu. Wskazują jednak również na to, że, mimo szlachetnych intencji, program najeżony jest zagrożeniami.

- Najgorsza byłaby sytuacja, gdy konsorcjum państwowo-prywatne walczy z firmami czysto prywatnymi i jeszcze do tego udziela sobie gwarancji. Dlatego taki fundusz powinien wchodzić uzupełniająco tylko w te projekty, w które inwestuje kapitał prywatny. Nie powinno się inwestować publicznych pieniędzy tam, gdzie on nie dopływa, bo nie chce. Dlatego najważniejsza pozostaje działalność gwarancyjno- poręczeniowa BGK, a nie pożyczkowa czy inwestycyjna - sądzi prof. Leszek Pawłowicz.

Ryszard Petru, partner w PwC, też podkreśla, że państwo winno skoncentrować się raczej na gwarancjach i zmniejszaniu ryzyka inwestycji, a przede wszystkim na budowaniu przyjaznych im warunków.

- Najistotniejsze byłoby stworzenie solidnych, niedyskryminujących ram prawnych, które zachęciłyby kapitał prywatny z Polski i z zagranicy do angażowania się w projekty zgodne z obliczoną na lata strategią kraju - mówi ekonomista PwC. Ale dorzuca: - Państwo powinno, prócz wprowadzania stabilnych regulacji, zmniejszać też ryzyko długoterminowych inwestycji. Nie ma co odkrywać Ameryki: dokładnie taką działalność, od ponad 20 lat prowadzi EBOiR, wspierając kapitałowo wybrane inwestycje prywatyzacyjne i inwestycyjne.

I z tym rząd się zgadza.

- Wzorowaliśmy się na instytucjach, które od lat z powodzeniem pracują w Europie, na EBOiR i EBI - przyznaje minister Mikołaj Budzanowski.

A Adam Jasser, sekretarz Rady Gospodarczej przy premierze, wskazuje, że udział EBOiR oznacza, że przedsięwzięcie jest wiarygodne i ma szanse na stabilne finansowanie.

- Mam nadzieję, że podobnym magnesem stanie się zaangażowanie spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe. Zwróci bowiem uwagę na to, że inwestycja pozostaje ważna z punktu widzenia państwa i w związku z tym obarczona jest mniejszym ryzykiem.

Okiem opozycji

Najbardziej krytyczne głosy płyną od opozycji.

- Ryzykowna koncepcja, oby nie skończyła się, jak program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych - mówi Paweł Szałamacha, były wiceminister skarbu w rządzie PiS. - Dotychczasowe doświadczenia w zarządzaniu majątkiem Skarbu Państwa nie są dobre. Dość wspomnieć Bumar, Zachem czy LOT. Niewłaściwy nadzór właścicielski doprowadził w tych spółkach do strat. Nie ma gwarancji, że w PIR ów nadzór będzie lepszy.

Zdaniem posła PiS-u Przemysława Wiplera, pomysł z Inwestycjami Polskimi oznacza powielenie błędów popełnionych przy tworzeniu Nafty Polskiej i wprowadzenie niepotrzebnego pośrednika w zarządzaniu państwowym majątkiem.

Wątpliwości pojawiają się też przy okazji rozważań nad spodziewaną efektywnością.

- Jeżeli to będą inwestycje firm państwowych, pojawi się problem z pilnowaniem kosztów. Pieniądze nie będą wydawane efektywnie - ostrzega Aleksander Łaszek, ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Ministerstwo Skarbu zapowiada wprawdzie, że do udziału w programie zakwalifikują się jedynie przedsięwzięcia wiarygodne i rentowne, ale minister Budzanowski podkreśla też, że Inwestycje Polskie mają być kołem zamachowym inwestycji, głównie w obszarze infrastruktury, a nie spółką nastawioną tylko na zysk.

Fragment większej całości

Szczegóły programu wciąż się docierają. Od nich w dużej mierze zależeć będzie jego powodzenie. Przyszłość pokaże, czy rezultaty będą podobne do sukcesu Polkomtela, czy też staną się polskim odpowiednikiem Spółki Odbudowy Finansów (Reconstruction Finance Corporation), powołanej w latach Wielkiego Kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Instytucja ta, mimo że działała przez ponad 20 lat, nie przyniosła poważnych efektów w pobudzeniu gospodarki, a z jej pomocy korzystały przede wszystkim firmy powiązane z osobami zarządzającymi RFC…

Chodzi też o to, by zachować proporcje. Inwestycje Polskie, choć już trafiły na sztandary, nie mogą być ani jedynym, ani głównym środkiem pobudzenia inwestycji. Jakość otoczenia prawnego, stabilność finansów państwa i sprawna administracja są dla inwestorów równie ważne, a może nawet ważniejsze niż najhojniejsze finansowe wsparcie państwa.

Jak wyglądają tego typu programy w innych krajach?

Niemcy - Kreditanstalt für Wiederaufbau
KfW powstał w 1948 r. z inicjatywy aliantów, w związku z Planem Marshalla. Bank udziela gwarancji, kredytów, ale również, choć w małym zakresie - inwestuje kapitałowo. Wspomaga między innymi inwestycje infrastrukturalne, w tym projekty komunalne. Jako instytucja z ratingiem AAA może na korzystnych warunkach pozyskiwać środki na rynku kapitałowym. Aktywa KfW Bankengruppe sięgają 500 mld euro.

Francja - Program rządowych gwarancji kredytowych dla projektów PPP
Program jest częścią pakietu antykryzysowego, przyjętego w lutym 2009 r. Gwarancje, ich łączna kwota to 10 mld euro, udzielane są na warunkach rynkowych i zapewniają pokrycie do 80 proc. wartości finansowania projektu ze źródeł prywatnych.

Wielka Brytania - The UK Guarantees Scheme
Program wsparcia infrastrukturalnych inwestycji publicznych i prywatnych, z łącznym limitem gwarancji 40 mld funtów, ogłoszony został przez rząd brytyjski w 2012 r. Gwarancje oferuje się projektom, które mają znaczenie strategiczne i są wiarygodne finansowo, będą miały wpływ na wzrost gospodarczy, mogą się rozpocząć w ciągu roku od udzielenia gwarancji i nie poradziłyby sobie bez gwarancji rządowych. 

 

autor: Adam Sofuł (wnp.pl)

http://www.praca.wnp.pl/czas-na-dzwignie,8197_2_0_0.html